Dobrze. Mamy koniec lutego, a więc tłok na fitnessach niczym na bazarze w latach 90-tych już nam nie grozi. Na siłowni nie musimy rezerwować kolejki do urządzenia, a ścieżki w parkach odetchnęły z ulgą od przepychających się sportowców 😉 Zostałeś Ty i Twój ambitny plan z początku roku, ale zaraz… czujesz, że coś nadciąga. Coś niepokojącego.  Zwątpienie? Obawa? Strach? Może to Cię przerasta? Znów masz ochotę rzucić to wszystko i „wyjechać w Bieszczady”… Walka z samym sobą to piekielnie trudne zadanie, ale zwycięstwo zawsze smakuje wyjątkowo.

Mamy dla Ciebie 5 podstawowych zasad, dzięki którym będziesz mieć ogromną szansę wygrać tę walkę! 

  • Stawiaj sobie realne cele

Mam do Ciebie pytanie. Czy jak uczyłeś się w szkole matematyki to porywałeś się od razu na całki i logarytmy, czy może wkuwałeś tabliczkę mnożenia i ogarniałeś dodawanie? Odpowiedź jest oczywista, ale rodzi kolejne pytanie. To dlaczego w bieganiu chcesz od razu „całkować”? Dlaczego chcesz biegać długo i najlepiej szybko zarazem? Maraton poniżej 3h? To się nie uda, a jak to się nie uda to Twój zapał zniknie.

Postaw sobie realne cele. Zacznij od kilku kilometrów swobodnym tempem. Po kilku tygodniach zobaczysz na jakim jesteś poziomie i wtedy nakreśl sobie miejsce do którego chcesz dojść. Nie żadne odległe. Takie, które jest tuż za rogiem. Kiedy to osiągniesz, wytyczysz nowy cel. W ten sposób pozostanie w Tobie ogień i radość z tego co robisz, bo każdy człowiek kocha sukces. On motywuje i sprawia, że chce się dalej. Dla Ciebie osiągnięcie każdego takiego celu będzie ogromną dawką motywacji.

  • Zachowaj systematyczność

Największym wrogiem Twoich postanowień jest wypadnięcie treningu z planu. Znasz to uczucie, kiedy jesteś głodna, ale nie masz kiedy, albo co zjeść? Początkowo jest to denerwujące i ściska żołądek co raz bardziej – to jest czas na zaspokojenie głodu. Jednak jeśli tego nie zrobisz dochodzi do punktu przegięcia i mimo, że nic nie jadłaś to tracisz to uczucie konieczności zjedzenia. To oczywiście zmyłka naszego mózgu. Tak samo jest z wypadaniem treningu z planu. Kiedy przerwa między treningami narasta, tracisz poczucie konieczności zrobienia następnego, a Twoje postanowienie staje się nierealne do utrzymania. Kiedy planowałaś zrobić rano trening to go zrób, nie odkładaj na wieczór bo wieczorem może coś wypaść.

Systematyczność to podstawa sukcesu. Częstotliwość zależy od Ciebie, chociaż trening 2 razy w tygodniu to moim zdaniem minimum.

  • Bądź cierpliwy, a będzie Ci to wynagrodzone

Powiedzmy, że swoje postanowienie opierasz na chęci zmiany swojego wyglądu. Zaparłeś się i chcesz zamiast 9 widzieć 7 z przodu jak stajesz na wadze. Przebiegłeś już dziesiątki kilometrów i wypociłeś hektolitry potu. Wchodzisz na wagę i co? Patrzysz, wykręcasz głowę, ale jednak to nie 6, a nadal 9. Dupa! Nie biegam, przecież to nic nie daje. W tym momencie musisz zdać sobie sprawę, że nie ma cudów na świecie. Praca nad własnym ciałem to praca wieloletnia! Na dodatek praca 24h na dobę. Dlaczego uważasz, że po kilkudziesięciu latach traktowania swojego ciała jak śmietnik, możesz w kilka tygodni doprowadzić je do stanu modeli z wybiegów? Nie ma takiej opcji. Musisz pracować ciągle, miesiącami, latami – wtedy dojdzie do prawdziwej zmiany – zmiany Twojego życia, zmiany na lepsze. Dlaczego 24h na dobę? Bo praca ta wymaga wielu zmian – w żywieniu, w sposobie życia, w regeneracji organizmu… Działaj na wielu frontach, a efekty przyjdą szybciej i będą jeszcze lepsze.

  • Zachowuj umiar w obciążeniach

W pewnym momencie biegowego życia, każdy biegacz przechodzi przez fazę trenowania więcej niż potrzeba. Naczytasz się przecież, że oprócz biegania to jeszcze rozciąganie, rolowanie, brzuszki, pompki, mięśnie nóg, skipy, masaże… Wszystko to dla Twojego rozwoju,
a Ty chcesz się przecież rozwijać i dokładasz sobie kolejne elementy. Zaczyna brakować czasu, irytujesz się…. Stop!

To wszystko to ważne elementy, ale wszystkie razem mogą Cię zniszczyć. Zazwyczaj wcale nie fizycznie, a psychicznie! Dokładaj sobie zatem te dodatkowe rzeczy wybiórczo i nie zawsze. Czuj się z tym komfortowo, wtedy będzie ok. Jak radzi sobie z tym Twoja głowa, to ciało też podoła.

  • Wyeliminuj wymówki

Źle się czułem, musiałem odpuścić trening. Całkiem normalne, prawda? Jutro też jest dzień. Tak jest. Zdrowie najważniejsze. Wczoraj odpuściłeś to dziś ruszasz się koniecznie! Hmm… ale dziś to w sumie strasznie pada deszcz. Na pewno jutro będzie lepiej. Pogodynka na smartfonie pokazuje jutro piękne słońce przez cały dzień. Kładziesz się spać pełen optymizmu, że jutro już na pewno trening, który miał się odbyć wczoraj! Rzeczywistość jednak płata Ci figla i za oknem z samego rana tajfun. Leje i wieje jak w trakcie jakiegoś tsunami… Właśnie wtedy Twoje postanowienie umiera. Jednak, gdybyś już za pierwszym razem poszedł na deszcz, poszedł mimo wiatru, mimo mrozu, mimo ciemności, czy braku chęci – to dzisiaj na myśl o Tajfunie cieszyłbyś się jak dziecko na zbliżającą się przygodę. Kończąc, posłużę się znaną biegową maksymą:

„Nie ma złej pogody, są tylko słabe charaktery”

runaddicts.pl


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *