Pamiętacie film: Ciekawy przypadek Benjamina Buttona? Okazuje się, że życie potrafi napisać równie niesamowite historie. Opowiem Wam zatem historię mojego urazu. Dość ciekawą, jak myślę.

Kontuzja to bardzo dziwny czas. To czas na wiele przemyśleń. To też czas, kiedy człowiek uświadamia sobie wiele istotnych faktów, których nie potrafił dostrzec wcześniej. Mówiąc o spostrzeżeniach, mam na myśli zupełne podstawy, choćby to, że móc biec to wiele. To naprawdę wiele. Każda sekunda urwana od wyniku to nic w porównaniu z niemożliwością biegu w ogóle. Kiedy spotyka Cię kontuzja, stajesz przed próbą charakteru, woli walki oraz testu osób, które chcą i walczą o powrót razem z Tobą. Tak właśnie było ze mną.
12 maja 2018 roku, po wykonaniu ciężkiego i wymagającego 12 tygodniowego planu treningowego, we dwóch z Łukaszem bijemy swoje życiówki w Inowrocławiu. Razem z drużyną runaddicts&Run Pasja zajmujemy pierwsze miejsce. O sukcesie, radości i euforii przeczytasz tutaj:

PIASTOWSKI FESTIWAL BIEGOWY – czyli poczwórnie słodkie preludium do opery łez z 13 maja 2018 r.

13 maja 2018 roku, godzina ok. 13:30

Trwa mecz na orliku, w drużynie w której grałem (nomen omen „Medycyna dla Sportu”), robię to co robię najlepiej czyli pressing na bramkarzu (próbuję gonić za obrońcami drużyny przeciwnej by wyłuskać piłkę i podać lub strzelić na bramkę). Niestety, w momencie wykonywania nagłego zwrotu cały ciężar ciała przenoszę na lewą stopę chcąc skręcić tam, gdzie bramkarz. Następuje trzask – przewracam się. Czuję ból, porównywalny z mocnym kopnięciem w piętę. Krzyczę do sędziego „EJJJJJ” i szukam winowajcy, który kopnął mnie z tyłu domagając się rzutu wolnego. Niestety, za mną nikogo nie ma. Blady na twarzy sędzia oznajmia, że sam się przewracam. Nic jeszcze nie czując podnoszę się o własnych siłach. Próba wstania na dwie nogi powoduje u mnie paraliżujący strach. Czuję falę, która przeszywa mnie od stóp aż po czubek głowy. To, czego nie czuję, to lewa stopa – idąc na bok doświadczam dziwnego uczucia, jakby w lewej nodze brakowało kilku centymetrów. Brakuje oparcia, brakuje wybicia. Siadam i już wiem co się stało. W jednej chwili w głowie kołuje mi się milion myśli. Już wiem, że przegrałem. Analizuję i chcę cofnąć czas, nie chcę być w tym miejscu. Podchodzi opiekun orlika, mówi do mnie, pamiętam tę sytuację do dziś: „Niemożliwe, że zerwał Pan Achillesa. Widziałem na własne oczy jak ścięgno zrywali piłkarze. Darłby się Pan jak odzierany ze skóry. No chyba, że ma Pan jakiś obniżony próg bólu”. Macam prawą nogę – napięty Achilles trzyma mięśnie łydki i zaczepia się pięknie na guzie piętowym. Dotykam lewą nogę w tym samym miejscu, czuję miękkość i ból. Po 10 minutach gry, Łukasz targany skrajnymi emocjami schodzi z boiska i jedziemy razem do szpitala. Padło na Szpital Wojskowy w Bydgoszczy. Zapytacie dlaczego? Do dziś nie wiem, ale wydaje mi się że powodem było to, że Łukasz zna go dobrze, mieszka w tej okolicy, więc wybór padł na tę jednostkę.

13 maja 2018 roku, godzina 15:15
Po przyjęciu, w brudnych spoconych piłkarskich ciuchach siedzę na wózku i czekam co dalej. Wiem, że jadę na USG i na prześwietlenie. Po kilku sekundach, mając jakieś iluzoryczne nadzieje, strzępki dobrych myśli, słyszę od lekarki robiącej badanie: „nie mam dla Pana dobrych wiadomości, 97% ścięgna jest zerwane. Dookoła sama krew i uszkodzone tkanki. Niestety, czy Pan chce czy nie – operacja”. W tym czasie rodzina organizuje co trzeba (czyste ubrania itd.). Łukasz, całą sytuację wydawało się, że przeżywał spokojnie,
a tak naprawdę tłumił emocje by wesprzeć mnie na duchu. Pocieszał mnie i utrzymywał
w przekonaniu, że wrócę silniejszy. Mój przyjaciel siedział ze mną do momentu wyjechania na odział ortopedii. Wtedy przejmuje mnie rodzina (żona, mama i tata). Razem czekamy na dalszy obrót spraw. Mam szczęście – nie jadłem i nie piłem od rana (później już
z niechęci z racji obrotu sytuacji). Operacja będzie najprawdopodobniej dziś wieczorem. Pełen nadziei i nastawiony mimo wszystko pozytywnie, ale mimo to, co tu kryć, przestraszony jadę na operację. Wiem, że towarzyszyło mi wtedy wielu z Was. Mnóstwo komentarzy i uścisków oraz życzeń zrobiło swoje. Wiedziałem, że podejmę rękawicę i stanę do boju z kontuzją. Anestezjolog zagadując mnie próbuje wykonać znieczulenie od pasa w dół wbijając czterokrotnie igłę pomiędzy kręgi – niestety bezskutecznie. Zasypiam w znieczuleniu ogólnym, by następnego dnia rano obudzić się w nowej rzeczywistości, z zagipsowaną za kolano lewą nogą. Nie jest łatwo. Dalej tysiąc myśli kołacze się w mojej głowie. Myśl o niepełnosprawności dobija. Cały ciężar moich codziennych obowiązków musi przejąć żona i rodzina.

14 maja godzina 11:15

Opuchnięte oczy na zdjęciu powyżej mówią same za siebie. Kilka godzin po przebudzeniu, po pysznym śniadaniu dostarczonym rano przez Milenę czekam na obchód, po którym mam się upewnić czy na pewno, zgodnie z wcześniejszymi informacjami wychodzę do domu. Operował mnie lekarz „A”. Po operacji noga ląduje w gipsie za kolano. Na obchodzie informuje mnie, że trzeba wyciąć jeszcze na oddziale okienko na ranę. Około południa mam w garści wypis. Wypisuje go dr „B”. W wypisie dr „B” pisze, że gips ma być na nodze 6 tygodni z czego 3 tygodnie ma być aż za kolano. Mówię wtedy, że słyszałem o nowoczesnym podejściu do leczenia urazu i możliwości szybszej rehabilitacji ścięgna (założenie specjalistycznej ortezy – ortopedycznego Buta Walkera). Na stronie mówi mi, że prywatnie zdejmie mi go po 2 tygodniach, bo w szpitalu stosuje się starą szkołę leczenia. Będzie dobrze, słyszę na koniec. Okienko, wbrew wcześniejszym zaleceniom, nie zostaje wycięte. Odbiera mnie tata. Już wtedy obmyślam plan powrotu. Czytam wiele w Internecie o tym jak leczy się tę kontuzję w Polsce i konfrontuję opinie z medycyną zagraniczną. Różnice są kolosalne. Wyszukuję znajomych, którzy mogą coś podpowiedzieć. Walczę.

Noga puchnie, po konsultacji i oględzinach w domu z żoną i Łukaszem stwierdzamy, że jedziemy ponownie na SOR w celu poluzowania gipsu – brak okienka zostaje przy okazji naprawiony. Panowie na SORZE wycinają okienko i poluźniają gips wypisując dodatkowo kwitek na pilną wizytę w poradni ortopedycznej dnia następnego, by stan tego gipsu skontrolować.

Kontuzja to czas, kiedy poznałem prawdziwą wartość przyjaciela. Wspierał, motywował, zaganiał do walki i zawsze wiedział kiedy należy pocieszyć. Dziękuję Łukasz! Przez kilka pierwszych dni po włożeniu nogi w gips, mój przyjaciel był moim kierowcą i prawą ręką. Pchał dzielnie wózek z inwalidą 😉

15 maja 2018 roku
Wizyta kontrolna w poradni kończy się reprymendą lekarską zdecydowanego zwolennika „starej szkoły”. Poucza mnie, że gipsu pod żadnym pozorem nie wolno było rozcinać i że na pewno już narobiłem sobie takich szkód, że do sportu to już nie mam co wracać 😉 Nie ma to jak wsparcie pacjenta! Kolejne dni płyną dość monotonnie. Jedyne co trzyma przy życiu to ćwiczenia od pasa w górę, które mogłem od razu zacząć wykonywać.

Wsparcie rodziny i bliskich, przede wszystkim mojej żony, która brak apetytu spowodowany całą tą smutną sytuacją pokonywała w taki właśnie sposób, serwując dania, które smakowały i wyglądały jak podawane w najlepszych restauracjach świata! Spójrzcie jak miałem wtedy dobrze!

Dziękuję kochana żono! Późniejszy sukces powrotu i stan na 13 sierpnia 2018 roku zawdzięczam przede wszystkim Tobie! Ilość godzin spędzonych na szukaniu metod, klinik, lekarzy, czytania opinii oraz zdecydowanej zawziętości i chęci pomocy przyniosły wielką moc i dodały mi niesamowitą dawkę motywacji, by skonfrontować się z czasem i wyjść
z tej kontuzji szybciej niż o niej wspólnie czytaliśmy.

16.05.2018
Postanawiam udać się na prywatną konsultację z lekarzem „A”. Tym, którym mnie operował, aby dowiedzieć się więcej, by usłyszeć co mogę zrobić szybciej i lepiej aby powrót do ukochanego biegania był możliwy szybciej niż wszyscy wtedy mówili. Wychodzę z niej zirytowany i rozdrażniony podejściem do mnie jak do zwykłego człowieka, którego celem jest powrót do chodzenia, a nie czynnego sportowca, który marzy o powrocie na biegowe ścieżki. Lekarz mówi, że gips za kolano musi być przez co najmniej 4 tygodnie. Niezadowolony z wizyty, umawiam się do lekarza „C”, poprzez portal prywatnych wizyt lekarskich na za kilka dni. Jest to konieczne, bo w mej głowie panuje chaos – zalecenia, co do trzymania nogi w gipsie, w tym gipsie za kolano, znacznie się różnią wg lekarza „B” 14 dni, wg wypisu 21 dni, wg lekarza „A” minimum miesiąc.

21.05.2018
Wizyta u doktora „C” nie jest dużo lepsza, niż poprzednie moje kontakty ze służbą zdrowia. Lekarz nie wiedząc jaką metodą zszyto mi ścięgno boi się jakąkolwiek decyzję podjąć i zasłania się, że dr prowadzący ma rację. Tylko pytanie kto jest dr prowadzącym jeśli wszyscy po kolei mają Cię gdzieś? Mówi też, że istotne jest to jak zostało zszyte ścięgno, bo to rozróżnia dalsze postępowanie. Dzięki tej wskazówce, wiem co robić dalej!

22.05.2018
Kolejnego dnia odbywam wizytę w szpitalu po dokumentację z przebiegu operacji (żeby dowiedzieć się jaką metodę szycia lekarz „A” zastosował. Nikt łaskawie tego nie powiedział ani nie ujął w wypisie, a jak się później okazało ma to znaczenie). Przy okazji, myślę sobie, może spotkam dr. „B”, bo jego propozycja była dla mnie najkorzystniejsza (z tego, co udało mi się wyczytać w Internecie). Schodzą do archiwum, gdzie trafiają akta operacyjne. Wypisuję formularz, po czym Pani informuje mnie, że mogę podejść za ok. 10 dni…
Myślę (what da f…?) „Proszę Pani, ale ja to dziś potrzebuję, nie mam czasu czekać! Sam tutaj o kulach przykuśtykałem…”. Wraca po kilkunastu minutach z pełną kserokopią całej zgromadzonej dokumentacji! Sukces! Idę do dr. B, który odmawia umówienia na wizytę,
bo byłem się konsultować z dr. A. Do tej pory nie mogę wyjść z „podziwu”, ale powstrzymam się od komentarza. Moja żona już wie co robić dalej – wysyła mi link do kliniki Rehasport
w Poznaniu i przekonuje, że to jedyna opcja.

23.05.2018 r.
Tego dnia, po dokładnie 10 dniach od operacji, zdejmuję szwy z rany w poradni ortopedycznej. Dostaję informację, że rana wygląda dobrze, przy pielęgniarce chwalę żonę, że to ona tak pięknie o ranę zadbała. Tak, jak się pewnie domyślacie, jeszcze dwa szwy wyjmuję sobie sam po paru dniach (gdy przekonuję się, że strupki jednak nie są strupkami tylko niebieską żyłką) 😉

25.05.2018 r.

Rankiem jedziemy na umówioną wcześniej wizytę u doktora Tomasza Owczarskiego w Poznaniu.

Przyjmuje nas w gabinecie, wizyta trwa dosłownie dwie minuty (odtworzenie dialogu z pamięci):

T.O. – Co Pana do mnie sprowadza? (pyta czytając akta poprzedniego pacjenta)
Ja – Panie doktorze zerwałem Achillesa i chciałem Pana prosić o radę. Mam wypis. Mogę Panu przekazać. Mam też protokół operacyjny, podać?
T.O. – Proszę. (Czyta) po chwili dodaje: OK – ścięgno jest zszyte metodą klasyczną, jest Pan po zabiegu 12 dni. Możemy spokojnie zdjąć Panu to chomąto. Zapraszam do pielęgniarek obok. Pana żonę proszę o pozostanie.

Niesamowity w tej sytuacji jest fakt podejścia do mnie jak do człowieka, który pragnie szybko uporać się z tą kontuzją. Jak do sportowca, któremu nie tylko zależy na tym aby ścięgno się zrosło, ale żeby przy tym niepotrzebnie nie doprowadzić do degeneracji innych ważnych sił napędowych potrzebnych do biegania. Nie pytajcie jak wyglądała moja lewa noga w porównaniu do prawej po zaledwie 12 dniach od unieruchomienia. Strach myśleć, jak zachowywałby się staw kolanowy po całkowitym unieruchomieniu przez kolejne 7 do 14 dni. Dodać warto, że w chwili uwolnienia lewej nogi nie potrafiłem zgiąć jej w kolanie
w pełni, jak w zdrowej nodze.

Po kilku minutach już bez gipsu, o kulach przekuśtykałem na salę rehabilitacyjną na pierwsze zajęcia rehabilitacyjne. ZALEDWIE po 12 dniach od zerwania! Będąc w gabinecie na zdejmowaniu gipsu doktor Owczarski powiedział Milenie, żeby zadbała o mnie i nie pozwoliła mi zwariować z braku ruchu mówiąc, że na rowerku stacjonarnym będę mógł zaraz jeździć, a do tej pory mam się wyżywać w treningu na górne partie ciała. Po kilkudziesięciu minutach spędzonych na ćwiczeniach jadę do domu z nogą w bucie Walkera z trzema podpiętkami pod kontuzjowaną stopą. Mam powiedziane, że co tydzień mam jedną wyjmować, aby coraz bardziej obciążać ścięgno. Moja radość nie zna granic!

Powróciła we mnie wiara, że są lekarze, którzy mają na uwadze potrzeby pacjenta i którzy nie boją się podjąć ryzyka. Specjalista od rehabilitacji informuje mnie, że w Bydgoszczy metody leczenia i rehabilitacji przyjęte w Rehasporcie zna Justyna (Ortimed, przy ul. Gdańskiej) – bardzo się cieszę, bo to zaledwie 300 metrów od mojego mieszkania i na zajęcia od tej pory będę miał bardzo blisko).

Etap rehabilitacji trwa do dziś, a dzień, w którym poznałem Justynę to jeden z najważniejszych dni w mojej biegowej karierze. Sama biega, a to że to kocha tak jak ja, czyni nas najlepszą parą rehabilitacyjną jaką mogliśmy stworzyć. Stała opieka i walka o mój powrót do biegowej codzienności to jedno, ale wiara w sukces i wspieranie mnie na każdym kroku to drugie. Justyno, dziękuję Ci!

Kamienie milowe:

a) wyjście do domu 14.05.2018 r.
b) zdjęcie szwów 23.05.2018 r.
c) wizyta w RehaSport 25.05.2018 r. zdjęcie gipsu i założenie ortezy + pierwsza rehabilitacja
d) pierwsze zabiegi fizykalne na nogę – wtorek 29.05.2018 r. o godzinie 11.00
e) wyciągnięcie pierwszego podpiętka 01.06.2018 r. (dziwne uczucie ;-))
f) pierwszy trening na rowerze stacjonarnym 4.06.2018 r. (pięć kilometrów)
g) pierwsze zajęcia manualne z Justyną na nogę – 06.06.2018 r.
h) pierwsze mocne, wręcz bardzo bolesne naciąganie Achillesa – 12.06.2018 r.
i) pierwsze 5 km przejechane rowerem z normalnym ułożeniem stopy lewej – 13.06.2018 r.

Kolejne etapy i moja droga od 13 czerwca, kiedy przejechałem 5 km na rowerku stacjonarnym, bez ortezy pedałując kontuzjowaną nogą, znacie z naszego profilu @runaddicts na Facebooku.

Wczoraj, 13 sierpnia 2018 roku, dokładnie 3 miesiące po zerwaniu ścięgna jestem o 335,5 km (tyle przejechałem na rowerze stacjonarnym w sumie w czerwcu, lipcu i w sierpniu tego roku) oraz o 49 kilometrów PRZEBIEGNIĘTYCH (pierwszy bieg – marszobieg miał miejsce 3 lipca 2018 roku czyli zaledwie po 51 dniach od zerwania ścięgna!) bliżej do upragnionego powrotu do pełnej aktywności sportowej sprzed 13 maja.

Radość po pierwszym marszobiegu oddaje to zdjęcie.

Ten czas był dla mnie lekcją i czasem refleksji nad tym, jak wiele czynników ma udział w późniejszych zdarzeniach. Dziś wiem, że po trudnym treningu czy biegu, należy się należycie zregenerować. Regeneracja to jedno – rozciąganie, a w zasadzie jego brak, to mój grzech główny! Rozciągajcie i rolujcie się! A po wyścigach czyli po totalnym zmęczeniu nóg jest to obowiązek. Po tej lekcji wiem też, że organizmowi wystarczyłyby prawdopodobnie 24 godziny więcej aby zregenerować ścięgno z mikrourazów tak, by bezpiecznie na orliku dograć mecz bez zerwania Achillesa. Nie jestem jednak niezniszczalny. Dostrzegłem też, że jeśli chcesz być dobrym i szybkim biegaczem, oddając się jednej pasji całym sobą, nie warto ciągnąć kilku srok za ogon. Wielcy sportowcy przekonali się o tym prędzej niż ja (Robert Kubica, Tomasz Gollob) i szkoda, że nie nauczyłem się na ich błędach.

Te trzy miesiące nauczyły mnie jeszcze jednego, najważniejszego: warto walczyć i wierzyć, bo wiara we własne możliwości jest w stanie czynić cuda. Ja wierzę, że mój czas nadchodzi. Pisząc ten tekst moja lewa noga radośnie podryguje pod biurkiem i nie może doczekać się jutrzejszego treningu.


19 Komentarzy

CRISS · 16 marca 2019 o 08:13

Witam. To co jedno uderza to jak do sprawy podchodzą lekarze. Jestem sam po podobnym urazie, tyle że kontuzja nastąpiła w czasie gry na hali. Miałem tyle szczęścia że lekarz prowadzący to stary sportowy fachowiec, który szył naszych lekkoatletów, żużlowców i siatkarki. Przede wszystkim za raz po badaniu USG zalecił szycie, gdyż odrazu powiedziałem mu że chce jeszcze być aktywny. W szpitalu oczywiście po srarośfiecku gips za kolano i 6 tygodni zalecenie. Już czwartego dnia po operacji w czasie wizyty u mojego prowadzącego. Została mi tylko tylnia łuska do połowy łydki. Pytałem się z czego wynika ta różnica w podejściu. Powiedział że szpital ma stare procedury i małe zaufanie do pacjentów. Jestem 6 tygodni po, fizykoterapia 2 razy w tygodniu i blizna goi się dobrze, dzięki mojej żonie. Gdybym miałby w gipsie 6 tygodni najprawdopodobniej bym był w o wiele gorszym stanie kondycyjno ruchowy. Nie mówiąc o opuchliznie i zrostach a także groźnych zakrzepach. Czy naprawdę w tym kraju nie ma kogoś u władzy kto by podszedł do tego tematu właściwie?

    Paweł Florek · 16 marca 2019 o 08:20

    Serdecznie Tobie kibicuję! Świetnie, że na Twojej drodze spotkałeś lekarza fachowca, który nie bał się podjąć ryzyka doprowadzenia Ciebie do zdrowia przynajmniej o połowę szybciej niż przeciętnego pacjenta w naszym kraju po takim urazie.

    Ja jestem 10 miesięcy po kontuzji – jedno Ci powiem – to najlepsza decyzja jaką mogłem podjąć. Dziś biegnę w biegu na 5 km jak zwykle zaatakują życiówkę 😉 trenuję normalnie, objętościowo to już 300 km / miesiąc.

    Nie poddawaj się i daj znać jak przebiegnie dalszy proces powrotu!

    Paweł

Emza · 11 czerwca 2019 o 12:25

Hej,byłem w klinice na prywatnej wizycie ,lekarz stwierdził ,że trzeba operować ,ale najbliższy termin jest na 24.06.19 ,a ścięgno zerwałem 8.06.

Emza · 11 czerwca 2019 o 12:26

Hej,byłem w klinice na prywatnej wizycie ,lekarz stwierdził ,że trzeba operować ,ale najbliższy termin jest na 24.06.19 ,a ścięgno zerwałem 8.06.
Czy taka przerwa ma jakis wpływ na ścięgno ??

    Paweł Florek · 11 czerwca 2019 o 12:30

    Z tego co się orientujemy – im szybciej operacja tym lepiej. Wiadomo, że takie urazy organizm stara się leczyć własnym trybem. Dobrze by było operować jak najszybciej to możliwe.

Patryk · 17 lipca 2019 o 02:24

Hej, też miałem podobny przypadek zerwałem Achillesa na meczu Siatkówki odbyła się operacja gips nosiłem miesiąc następnie lekarz zalecił rechabilitacje po zdjeciu gipsu noga nie była niczym zabezbieczona i nastapilo drugie zerwanie sciegna co skutkowalo druga o wiele boleśniejsza operacją. Moj przypadek ciągnie się już 4 miesiąć . Mam nadzieję że kiedyś jeszcze wróce na boisko. Pozdrawia,

    Paweł Florek · 17 lipca 2019 o 12:37

    Cześć Patryk! Ciężko czyta się takie historie jak Twoja. Jak to się stało, że po miesiącu zerwałeś ponownie ścięgno? Nie miałeś zaleceń noszenia ortezy? Jestem żywym przykładem, że stosując się do zaleceń lekarza sportowego, rehabilitując nogę zarówno mechanicznie jak i za pomocą elektrostymulatorów szybko można wrócić do regularnego uprawiania sportu. Napisz szerzej o tym jak doszło do drugiego zerwania, w międzyczasie poczytaj opinie o REHASPORCIE 😉 Polecam każdemu, kto ma jakieś urazy kolanowe lub zerwał ścięgno itd.

    Pozdrawiam
    Paweł

Marcin · 11 sierpnia 2019 o 10:36

Witam, czy po operacji albo czy na którejs z wizyt na początku rehabilitacji MIAŁ Pan robione USG? Ja miałem operacje 31 lipca i potem żadnego USG, 9 sierpnia miałem wizytę u ortopedy prywatnie i też zero słowa o USG a następna wizyta dopiero 26 sierpnia.

    Paweł Florek · 12 sierpnia 2019 o 14:17

    Cześć Marcin! Po zerwaniu, kontrolnie po około 2 miesiącach od zerwania zrobiłem sobie USG obu achillesów, szytego i zdrowego. Wcześniej nie ma raczej sensu, chyba że masz obawy jakoby coś podczas operacji poszło nie tak lub gdybyś naderwał coś przypadkiem. Wiadomo, przezorny zawsze ubezpieczony! Życzymy szybkiego powrotu do treningów!~

Marcin · 12 sierpnia 2019 o 15:20

Ok dziękuję. A może mi Pan powiedzieć czy od momentu założenia ortezy i włożeniu tych klinów pod pięte zaczął już Pan delikatnie stawać butem na ziemi żeby delikatnie obciążyć nogę i rozciągać Achillesa? A jeśli nie to kiedy nastąpiło pierwsze delikatne stawanietym butem na ziemi? Bo niby obciążać nogę można zacząć od 4-6 tyg. Ale zakładając orteze i po tyg wyjmujac klina jednego z pod pięty musi jakąś siła działać żeby stopa zmieniła stopień zgięcia?

Tomek · 27 sierpnia 2019 o 22:00

Po jakim czasie nastąpiło odstawienie ortezy? I czy odbywało się to stopniowo czy z dnia na dzień po 6 tyg od zabiegu?

    Paweł Florek · 27 sierpnia 2019 o 22:51

    Stopniowo, wyciągając podkładki. Wszystko konsultowane z fizjo. Każdy pacjent i jego potencjał szybkości regeneracji oraz chęci walki z urazem jest inny. Dobre nastawienie to podstawa. To da się wyleczyć co widać po nnie 🙂 orteza zniknęła mniej więcej w takim czasie czyli 5-6 tyg po zabiegu.

      Tonek · 28 sierpnia 2019 o 09:50

      Zazdroszczę. Mi po operacji ustawili takie duże końskie zgiecie że po 2 tyg jak założyłem orteze to musiałem dać 5 podkładek zamiast 3 i 6 tyg po operacji wyjmę dopiero ostatnią ;/ na razie tylko laser, magneto i sollux bez rechabilitacji. Na własną rękę załatwiam sobie rowerek i zaczne jeździć . Ogólnie poziom leczenia nawet prywatnego w PL to tragedia w większości przypadków jeśli chodzi o Achillesa trzymają się sztywnych standardów czyli 6 tyg unieruchomienia i potem rehabilitacja… Jak człowiek nie będzie nic robił na własną rękę to będzie pół roku do chodzenia wracał

        Paweł Florek · 28 sierpnia 2019 o 14:32

        Tomku masz rację. Polecam z całego serca konsultację w rehasport. Tam mają światłe podejście do tematu. Doradzą, pokierują jak i gdzie rehabilitować. Gips powyżej dwóch tygodni to abstrakcja! Nie wolno dać sobie wciskać kitu.

Tomek · 30 sierpnia 2019 o 23:58

A jak to jest z tymi podkladkami pod pięte, nie dopytalem lekarza czy się wyjmuje zaczynać od najmniejszej żeby na koniec została ta największa co była na samym dole, czy na odwrót? Bo jedni twierdzą że ostania podkładka to ma zostać ta njamijesza a inni że ta największa i już zglupialem :/. Posiadam takie podpietki https://promado.com.pl/pl/p/PODPIETKI-KLINY-DO-BUTOW-ORTOPEDYCZNYCH/223

    Paweł Florek · 20 września 2019 o 09:54

    Dokładnie, zaczynamy od małych kończąc na największej – od góry do samego dołu 🙂

Tomek K · 26 listopada 2019 o 22:06

Cześć Pawle, ja zerwałem 8.11.2019, operacja na drugi dzień. Po 2 tygodniach gips ściągnięty i mam teraz ortezę. Następna konsultacjia 20.11. Do tego czasu mam mieć ortezę i nie ruszać noga. Podpietki mam 3 I zalecenie wyciągnięcia każdej co 2 tygodnie.
Jak miałeś nogę w ortezie to ja wyciagales i we własnym zakresie, w domu robiłeś ruchy stopą?

    Paweł Florek · 26 listopada 2019 o 22:15

    Tomku,
    Nogę z ortezy wyciągnąłem do spania i mycia oczywiście 🙂 w domu skupiałem się na ćwiczeniach, które mogłem robić w ortezie – rower stacjonarny oraz te bez ortezy czyli wzmacniające i na brzuch np.

    Wszelkie inne ćwiczenia pod czujnym okiem fizjo, pozdrawiam i życzę cierpliwości bo o pozytywnym finale nie mma wątpliwości 🙂

Biało-czerwone to barwy niezwyciężone! – #runaddicts – uzależnieni od biegania · 15 listopada 2018 o 22:09

[…] Plany na wynik na ten dzień mieliśmy zgoła odmienne. Łukasz celował w szybkie bieganie – w końcu na każdym starcie w tym roku pobijał swoje rekordy a mnie kusiło żeby sprawdzić jak ma się kondycja i na ile mogę sobie pozwolić niespełna 6 miesięcy po operacji plastyki ścięgna achillesa (po kompletnym jego zerwaniu a historię o zerwaniu przeczytacie tutaj http://runaddicts.pl/2018/08/14/ciekawy-przypadek-zerwanego-achillesa-moja-historia-kontuzji/). […]

Pozostaw odpowiedź Biało-czerwone to barwy niezwyciężone! – #runaddicts – uzależnieni od biegania Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *