Kiedyś bieganie było proste pod względem technicznym. Na nogi zakładało się pierwsze lepsze buty i do dzieła. Później zaczęły powstawać buty dla biegaczy, które cechowały się przede wszystkim lepszą amortyzacją, co zwiększało komfort biegu i poprawiło znacząco stan naszych stawów. Rynek się rozrastał, wprowadzając coraz to nowe pomysły i rozwiązania. Dzisiaj jak już wkręcimy się na dobre w bieganie to mamy do dyspozycji buty na krótkie dystanse, na długie, do lasu, na asfalt, bardziej przyczepne i mniej, lekkie, ciężkie – generalnie każde na inną okazję.

Na początku swojej przygody z bieganiem, nie przejmowałem się tymi wszystkimi, wydawało by się marketingowymi bzdetami i byłem posiadaczem jednej, średniej klasy pary butów. Później zmieniałem na kolejne po określonej liczbie przebiegniętych kilometrów. Na dzień dzisiejszy wygląda to już trochę inaczej…

No bo na dłuższe wybiegania but masywniejszy z większą amortyzacją. Na biegi
w trudniejszym terenie, może w górach, to obowiązkowo buty obudowane z dobrym bieżnikiem. Treningi szybkie to na nogi lądują buty lżejsze i bardziej dynamiczne. Yhhh, ile tego jest.

Dopiero w tym roku zainteresowałem się czymś takim jak but startowy. Nigdy prędzej nie szukałem nawet takiego modelu, ponieważ uznałem go za zbędny – zawodów wiele nie biegam, skupiam się na celach i ciężkim treningu. Taki but startowy nie nadaje się do trenowania, bo szybko nabawimy się kontuzji. Pamiętajmy, że poziom amortyzacji jest tam bardzo ograniczony. W końcu chodzi o szybkość i dynamikę.

Prawda jest taka, że po ciężkiej zimie i bieganiu szybkich interwałów w topornych butach długodystansowych (poniekąd celowo – dla utrudnienia treningu – oczekując jeszcze lepszych efektów), postanowiłem zaszaleć i na docelowe starty poszukać czegoś lżejszego co doda mi lekkości i dynamiki. Liczyłem przynajmniej na efekt placebo 🙂

Koniec końców w mojej stajni z butami pojawił się tegoroczny model od Kalenji Kiprun Race. Ciężkie treningi zimą miały jeden podstawowy cel: pobiec na 10 km w czasie poniżej 40 min. Obowiązujący wtedy rekord z 2017 roku wynosił 41.47, więc było nad czym pracować. Buty dotarły do mnie na tydzień przed pierwszym startem testowym na  vkm, który to z kolei o tydzień poprzedzał ten na docelową „dyszkę”.

Ponieważ nie zamierzałem testować butów dopiero na zawodach, zrobiłem w nich dwa treningi i uznałem, że jest pięknie. Buty na stopie leżały idealnie – zamawiałem je przez internet i miałem duże obawy ponieważ rozmiarówka wypada w nich wręcz kosmicznie dziwnie! Normalnie nosząc buty biegowe w rozmiarze 44,5 czy 50 (NB) tutaj wychodziło mi, że pasować będzie 43,5. Taki zamówiłem i na szczęście się nie pomyliłem. Uczucie jest takie jak bym nie miał tych butów w ogóle na nogach.

Za chwilę ocenię dla Was te buty pod kilkoma parametrami, ale tymczasem kilka zdań o dalszych losach tych szybkobiegów na zawodach. Oczywiście wszystko co osiągnąłem, wynikło z ciężkiej pracy, ale coś w tym chyba jest, że w trzech startach w Kiprun Race padły 3 życiówki 🙂

Już bieg na 5 km był bardzo dobry. Nogi rwały do przodu, a ja się dziwiłem, że tak dobrze się czuję utrzymując zakładane tempo. Nowy PB to 19.15 był o pół minuty lepszy od poprzedniego sprzed kilku miesięcy. Optymizm przed biegiem w Koronowie w końcu stał się prawdziwy.

Buty wróciły do szafy, a ja ostatnie treningi kontynuowałem w tych „cięższych” 🙂 29 kwietnia panował ogromny upał. Na start do wyścigu czekaliśmy do godziny 14.00, kiedy to słońce prażyło niemiłosiernie. Logiczne było, że o rekord będzie ciężko, a co dopiero zejść poniżej 40 minut. Jednak po starcie biegło się całkiem dobrze. Lekkość i niezłe tempo, pozwoliły trzymać się z przodu do około 5 km kiedy to przebiegłem pierwszy raz przez kurtynę wodną. Dało mi to takiego kopa, że od wtedy wyprzedzałem po kolei wyczerpanych biegaczy już do samej mety. Buty zachowały się genialnie. Nawet odrobinę nie poczułem ich ciężaru po przebiegnięciu przez strugi wody. Bardzo szybko musiały wyschnąć na nodze, nie tracąc nawet przez chwilę przyczepności. Skończyło się z rekordem życiowym 40.57 i jak by nie było wielką radością.

Wymarzone „łamanie” 40 minut nastąpiło po kolejnych 2 tygodniach w Inowrocławiu. Tam bieg odbył się o 08.50 rano i od startu do mety powtarzałem sobie, że dzisiaj to zrobię. I zrobiłem. 39.35 na mecie i mega euforia. Jestem głęboko przekonany o tym i to bez żadnej ściemy, że buty startowe, które charakteryzują się lekkością i dynamiką, dają +5 do prędkości na zawodach 🙂 Te w których ja obecnie biegam Kalenji Kiprun Race są na pewno warte uwagi – chociażby za ich bezkonkurencyjną skuteczność – 3 zawody = 3 x PB 😀

Przechodząc do konkretów:

Komfort

Buty bardzo dobrze dopasowują się do stopy, dzięki cienkiej tkaninie ją otulającej. Ich waga to zaledwie 203 gr przy rozmiarze 43 (przypominam o nietypowej rozmiarówce). Sznurowadła płaskie, dobrze dolegające do buta, tworzą mocne wiązanie. Język buta bardzo cieniutki. Całość daje uczucie, jak byśmy biegali w samych skarpetach 🙂 Delikatny drop 10mm między tyłem i przodem podeszwy daje stopie więcej stabilności. Biegnąc 10 km zawodów + jakieś 5 km przed i po, nie odczuwałem żadnego bólu, czy dyskomfortu. Sam jestem ciekawy, czy udało by się w nich przebiec półmaraton – może spróbuję na jesieni i dam znać, czy stopy całe 😉 Ocenę ogólną dam 4. W końcu jest to but wyścigowy – cienka podeszwa przenosi na stopę każdą nierówność, każdy kamyczek na trasie.

 

 

Dynamika

W butach została zastosowana technologia od Kalenji, będąca wstawką z żywicy pod podeszwą. Całość nosi nazwę systemu Up’bar i ma zwiększać dynamikę odbicia stopy od podłoża. Czy rzeczywiście to jest to, to nie wiem, ale fakty są takie, że oprócz swojego odczucia lepszej dynamiki i nowych rekordów życiowych, treningi interwałowe na bieżni biega się również szybciej i łatwiej. Ocena łączna będzie na 4 z prostego powodu – nie mam porównania z wieloma innymi modelami startowymi i wolę zatrzymać maksymalną ocenę na później 😛

 

 

Wygląd i jakość wykonania

Mówi się, że o gustach się nie dyskutuje, a ocena wyglądu opiera się na czyimś guście 🙂 W tym wypadku na moim i…. wielu innych biegaczy! Pierwszy raz spotkałem się z sytuacją, że różni biegacze sami z siebie mówili o wyglądzie butów, chwaląc go za każdym razem. But na nodze wygląda dostojnie i dynamicznie. Dopasowanie kolorów sprawia, że but przypasuje i kobiecie i mężczyźnie. Co do jakości to na chwilę obecną brak zastrzeżeń. Stawiam 5.

 

 

Cena i dostępność

Buty kosztują prawie 250 zł. Nie jest to chyba jakaś wielka kwota jak na buty biegowe. Tak mi się wydaje. Sam staram się trzymać zawsze przedziału 200 – 300 zł. Bywało, że miałem tańsze, ale chyba nigdy nie kupowałem droższych. Dostępność to już co innego. Próżno szukać było tych butów w sklepach stacjonarnych w województwie kujawsko-pomorskim
i wielu innych. Kiedy je zamawiałem, była chyba jedna para w tym rozmiarze w całej Polsce
i w ogóle but występował tylko w kilku placówkach. Stąd tu ocena waha się między 3 a 4 😛

 

 

 

Podsumowując, buty są warte spróbowania. Mi się w nich biega naprawdę dobrze i ze względu na rekordy już mam do nich sentyment 🙂 Dziękujemy sklepowi Decathlon Bydgoszcz za możliwość przetestowania opisanych butów.

I jeszcze mała galeria butów na nogach 🙂

Łukasz


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *