Uzależnienie z reguły kojarzy się z czymś negatywnym, złym. Na myśl przychodzą nam zaraz narkotyki, alkohol, papierosy, sex (tutaj można by dyskutować o tym zabarwieniu negatywnym), czy siedzenie przed ekranem komputera marnotrawiąc całe dnie na granie lub surfowanie po internecie.  Generalnie nałóg jest czymś złym i trzeba z nim walczyć. Ja się jednak pytam czy oby na pewno zawsze?

Mam na imię Łukasz, mam 35 lat, od urodzenia jestem uzależniony od sportu, a od 3 lat od biegania.

Całe moje życie zdominowane jest przez sport i prawie zawsze był on obecny w moim życiu codziennym. Potrzeba wpływania na moje ciało poprzez wysiłek fizyczny jest tak silna, że uznaję to już jako zdefiniowane uzależnienie, z którym wcale niełatwo sobie czasami poradzić. Brak tych bodźców w okresie dłuższym niż 48h rozpoczyna takie przemiany w moim ciele, samopoczuciu, sposobie bycia i komforcie istnienia w ogóle, że staje się innym, gorszym człowiekiem.

Podobnie jak narkoman, potrzebuję dać sobie „w żyłę”. Substancja która mnie odurza to endorfiny, która w przeciwieństwie do pospolitych narkotyków nie dość, że nie jest szkodliwa, to jeszcze działa pozytywnie na nasz mózg, a sposób jej podania to po prostu bieg. Alkoholik pochłania mnóstwo etanolu i nie może bez niego żyć, a ja nie mogę żyć bez wody i węglowodanów (wiem nikt nie może, ale ja nie mogę bardziej :)). Zamiast dymu nikotynowego, zasysam leśne powietrze niczym odkurzacz, przed ograniczeniami mocy. Komputer owszem, na relaksie po treningu, aby napisać do Was, zagrać, obejrzeć.

Kiedy moje ciało dostaje to czego potrzebuje, ja staje się innym człowiekiem. Mój mózg myśli innymi kategoriami. Mogę zrobić więcej (mimo zmęczenia fizycznego treningiem), inaczej (lepiej) rozmawia mi się z ludźmi, jestem cierpliwy dla dziecka i milszy dla żony. Inni ludzie mnie tak nie irytują, nie przejmuję się pierdołami, wiem że jutro będzie dobrze. Życie nabiera kolorów i nie ma po tym kaca. To jest piękna sprawa.

Kiedy mam jakiś problem idę biegać. Nawet jeśli podczas biegu nie znajdę rozwiązania, to po treningu ten sam problem jest dużo mniejszy. Kiedy nie dogaduję się z kimś z jakichś powodów, idę pobiegać. Po powrocie zmieniam nastawienie i jestem skłonny do wielu kompromisów. Kiedy ktoś sprawi mi przykrość, celowo lub też niecelowo, to normalnie zamykam to w sobie i trzymam, dusząc się tym bez sensu. W biegu to ucieka – znika, nie ma. Problemy w pracy? Wybiegam je. Po dobrym treningu wiem, że mogę wszystko i sobie poradzę, więc i pracę mogę zmienić choćby jutro. Muszę też powiedzieć, że jest to o tyle ważne, że najwięcej (oprócz mnie) zyskują na tym moi bliscy. Niestety nie mam idealnego charakteru i potrafię być zwykłym chu**. Wysiłek fizyczny  mocno tą ch**ość ogranicza. Tak ja to widzę i mam nadzieję, że tak jest …

… że jestem lepszym człowiekiem

Oczywiście ma to swoją cenę – poświęcony czas. Nic nie ma za darmo. Trzeba tylko zadbać o to, aby cena zakupu nie przebiła ceny sprzedaży 🙂

Łukasz


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *